Wpisy na interaktywnie.com
blog Krzysztofa Wróblewskiego
Nareszcie! Koniec irracjonalnej wybujałości
- poprzedni post
- następny post
Internet i technologie są jedynym panaceum na dzisiejszy kryzys finansowy? Nic bardziej mylnego, tu także przyjdzie tornado rozpędzone właśnie na Wall Street. Proszę się odprężyć i przyzwyczaić, teraz czas na krach.

Miało być tak dobrze - każdy był milionerem...
Jeśli jeszcze nie zauważyliście - właśnie wysychają strumienie, zamieniające się rzekę płynąca do start-up’ów, nowych przedsięwzięć czy produktów. System bankowy utracił płynność, największe banki inwestycyjne upadają. Kryzys dotarł do Europy - padły Fortis, AIG, Wachovia... lista rośnie z każdym dniem. Wall Street leży i dogorywa. Brakuje pieniądza w gospodarce, za chwilę spowolni się biznes bez kredytowania i zdławi się konsumpcja. Gdzie podziała sie bezgraniczna wiara w przyszłość, skąd inwestorzy instytucjonalni, VC i fundusze seedowe biorą pieniądze?
Pewnie z powietrza, z kosmosu… albo z wycen pod zastaw - typu przyszłe przychody na jednego zatrudnionego, bez szans zysku. Zapewne miał to kupić ktoś zasobniejszy. Albo „old fashion media”? Nic bardziej mylnego, bo dinozaury przejdą kurację odchudzającą. Część z nich pewnie zginie, ale część jeszcze trochę będzie żyło korzystając z rozwiązań nowych technologii. W końcu "dzisiejsza wycena odzwierciedla nie tylko przyszłość... ale i życie pozagrobowe"? Dzisiejszy spadek Dow Jones'a o 777,68 punktów to dopiero początek, lub przypomnienie - że to co rośnie irracjonalnie, jeszcze szybciej spada na ziemię. Tak jak nieodwołalnie kończy się amerykański sen, o potędze. Lub jego "tekturowa" polskawa wersja pseudo-zaradności "byznesowej" patrząc na szulernie w wydaniu NewConnect lub GPW. Lub jak kto woli, "miażdzacych" inwestycji naszych funduszy z kapelusza lub ze słoika z ogórkami. Popartymi propagandą w stylu "nieograniczonych możliwości".
... a wyszło tak jak zawsze
Kupcie nas za miliony lub miliardy! Ale i to się już skończyło. Do historii przechodzą właśnie wyceny typu 50 czy 100 krotność zysków, agencyjne sny o bogatych wujkach z Ameryki, blogi warte miliony, biznesy ustawione na liczbach antycypujących sprzedaż , lub opartych na dochodach z potencjalnie kurczącego się biznesu. Na nic zarozumiałość, pewność siebie i udawana nowoczesność biznesowa przez pryzmat Iphoneów, piłkarzyków, grilli i litrów wypitej coli. Nadchodzi masakra, bankructwa i depresja znana z lat 2001-2003. Tylko że tym razem będzie to bardziej bolesnym, bo skończyło się zródło finansowania na dłużej. The Economist podsumował sytuacje na rynkach... www.netzkobold.com/index.php
Koniec powszechnego braku modelu biznesowego i beztroski sprzedającej świetlaną przyszłość. Czas zderzyć się z brutalną rzeczywistością. Przedsięwzięcia otwierać się będzie nie tylko „z pasją” ale z przemyślanym i zdywersyfikowanym modelem biznesowym. Startups.pl stanie się cmentarzyskiem rejestrującym niedawne tech-bubble. Lecz teraz rozdaje się jeszcze miliony, prowadzi mądre prelekcje, organizuje się "łapanki na pomysły", gdy spóźniono się na ekspres który odjechał już dawno z NK i Fotka. Kiedyś był czas gdy plotki rynkowe, mówiły że Optimus będzie po 1000 PLN za akcje i kupi go Microsoft. I czym to się skończyło? Mirażami i bólami głowy po spadkach kursu.
Barcamp’y, Aule i inne targowiska dobrej nowiny… jak dobrze będzie się spotkać i opowiadać za chwilę o „starych dobrych czasach”. Podziwiać tych którzy rzeczywiście mają poukładane biznesy i pomysł na realne a nie wirtualne „sukcesy” rynkowe. Wizjonerów, copy cuty z potencjałem… byle za chwilę nie czuć się jak na Titanicu gdzie gra właśnie orkiestra przed zatonięciem z hukiem. Zaraz pizza może stanąć w przełyku i zakończyć się zdecydowanym odruchem wymiotnym. Lecz na wizjonerów, inżynierów, specjalistów i ludzi przedsiębiorczych zawsze będzie popyt. To co chwilowo przycichnie, z czasem wybuchnie stukrotnie. Ale na zupełnie innych zasadach, nie w stylu - zróbmy kolejny "klon klona klonów z klonem w roli głównej" lub fajniutką firemkę dla mnie i moich kolegów z uczelni, która nie ma żadnego modelu przychodowego. Frajerów już nie ma jak wystrugać, właśnie umarli jak banki zakręciły kurek z kasą.
Zmieni się gwałtownie model biznesowy bazujący na przychodach z reklamy. Display umrze szybciej niż się spodziewamy. Witaj kontekście, modelu CPA lub… zależnym od zaangażowania potencjalnych klientów. Witajcie płatne konta, ekskluzywny contencie i pozycjonowanie sampli do klienta. Pogłówkować trzeba jak w społecznościach zaistnieć, czy mobile ma potencjał i czy się z nim nie przeprosić. Najsłabsi jak zwykle odpadną. Pora byś zrozumiał fenomen Pani Barbary, Luntka i Gracjana oraz sposób działania blogów. Policz wydatki i dostosuj je do realiów, powściągnij swoje wybujałe ego "byznesmena 2.0".
Reklama przejdzie jeszcze raz swoją metamorfozę. Przyjdzie czas na pochylenie się jeszcze raz nad konwergencją mediów, łączeniem aktywności poprzez różne kanały komunikacji. Renesans przeżyje naprawdę dobra kreacja i niestandardowy pomysł. Zawsze trudniejsze czasy pozytywnie wpływały na ludzkie myślenie. A klient za chwilę będzie myślał jak utrzymać sprzedaż i dobrze wydać każdą złotówkę czy dolara. Nie da się nabrać na "okręgłe słówka" i wizje w stylu "only the sky is the limit". Wygra ta agencja, która nie zadowoli się kiepską obsługą klienta i kiepskimi odtwórczymi pomysłami z szuflady, a postawi na dobrą organizację i wyjdzie poza standard. Użyje nowych narzędzi realnie a nie wirtualnie.
Strategia, planowanie i myślenie długofalowe stanie się koniecznością a nie modą. Taktyka przejdzie proces dostosowawczy. Brandy będą budowane nie przez agencje ATL. Za chwilę interactive, BTL lub media ugryzą z powodzeniem spory kawałek rynku. Kampanie zintegrowane staną się rzeczywistoscią i koniecznością, a nie odległym sloganem. Clutter TV przejdzie do historii, konsument zmieni zachowania, przejdzie do Internetu, a decyzje w większości podejmie dzięki WOM i będąc pod wpływem doskonale przygotowanych event’ów w sklepach, sponsoringu sportowego lub też product placementu w wiadomościach telewizyjnych lub w „Plebani”. Nawet opluwany i wyśmiewany Pudelek, to kopalnia pomysłów i możliwość dotarcia w nowy sposób do konsumentów. Przeprosi sie stare dobre promocje w sklepach, dobre ułożenie towaru na półkach i ładne hostessy. Doceni kluby lojalnościowe i przemyślany pricing en.wikipedia.org/wiki/Pricing.
Starych metod zarządzania to już koniec. Teraz czas na Wiki, 6 sigma, zarządzanie wiedzą i projektami. Czy to klient, start-up, agencja lub old fashion przemysł, nie ma już od tego odwrotu. Pożądanym grallem stanie się poszukiwanie efektywności a nie efekciarstwa. Na nic ręczne sterowanie, wielogodzinne bezproduktywne spotkania czy kolektywne zarządzanie. Bez narzędzi i mądrego ich używania już jesteś trupem. Kto przestawia kropki, cyzeluje benefity, fetyszyzuje się key visualem, zastanawia się nad „niebieskościa opakowania”, nie zauważy zmieniającego się konsumenta. Stracił go z oczu, zanim zaczął chyba pisać brief. Pewnie konsument jest z tzw. "przypadkowego społeczeństwa"?
Czy nadal w użyciu będzie krótkowzroczna komunikacja i ekspresja formy wodotrysków graficznych i video? Nie, bo zbliża się czas dialogu z konsumentem, a kto tego nie zrozumie znajdzie się szybko na śmietniku historii. Jeśli opuścisz swojego klienta, nie zrozumiesz jego potrzeb a insight jest ci obcy, to może już czas byś wycofał się z biznesu. Przejdz się po mieście, wejdz do marketu lub pubu... odzyskasz właściwy punkt widzenia, który straciłeś w swojej szklanej wieży. Nie wystarczy grzecznie zachowywać się na rautach i trzymać kieliszki z winem we właściwy sposób. Jeszcze trzeba wiedzieć po co spotyka się 300 osób...
Skończyła się dominacja klasycznej komunikacji ATL (spotów TV), gdy zaczęliśmy szukać informacji w Internecie, grać z przyjaciółmi na Xboxie lub korzystać z dobrodziejstw wyszukiwarek cenowych lub opinii znajomych. Klient już dawno „zdemokratyzował się”, kanały komunikacji posegmentyzowały się. Teraz czas by dołączyła do tego taktyczna komunikacja i jej skuteczność. To koniec nieskomplikowanej reklamy, młotkowania benefitów w prymitywny sposób oraz wydawania wagonów pieniędzy bez celu. To krach prostego myślenia i wyuczonych szablonów. I śmierć mądrali w szkalnych biurowcach ze sztucznym uśmiechem "amerykańskim" na ustach, którzy zatracili rozsądek oraz styczność z rzeczywistym światem. Czas na poznanie prawdziwych modeli biznesowych, a nie tych znanych z arkusza kalkulacyjnego lub bardzo mądrych uczelni i ksiązek. Po epoce "lodowcowej" przyjdzie czas na wiosnę.
- dodane do kategorii:
- Trendy
Więcej na temat
Zostaw komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.

Komentarze
Mariusz Bednarko (profil)
30 wrzesnia 2008 10:01Jacek - pierwsza część posta spowodowała u mnie głębokie załamanie i depresję. Już miałem rzucić wszystko, odejść od kompa, wyjść na zewnątrz zaczerpnąć powietrza i zmienić wszystko...A tu proszę, jednak dobrą nowinę głosisz! :)
Rafael Moucka (profil)
30 wrzesnia 2008 10:02Doskonaly tekst!!!
I obawiam sie... ta wizja moze sie sprawdzic...
Paweł Stempniak (profil)
30 wrzesnia 2008 10:56Wielu z nas z pewnością przyklaśnie. I słusznie! Ale halo! Miejmy świadomość, że my, żyjemy w pewnym internetowym matrixie (a Jacek to już na pewno ;) - vide awatar).
i tu nie byłbym taki pewien. W Kaliforni może i tak...
Przypomina mi się nidawny post Pawła Tkaczyka - polecam.
Jeśli mowa o efektywności - do pracy (i ewangelizacji)! :D
Piotr Friedberg (profil)
30 wrzesnia 2008 11:38Jacek, bardzo dobry tekst. Aczkolwiek mam wrażenie że niektóre rzeczy widzisz zbyt czarno. W moim odczuciu większość liczących się agencji już od dawna przygotowuje się do tego o czym piszesz. Co chwilę słychać o tworzeniu w agencjach interaktywnych działów strategicznych, zatrudnianiu ludzi z doświadczeniem ATL\'owym itp. A czy są to tylko działania tylko \"lansujące\" (twierdzisz że tak jest w niektórych przypadkach)? nie sądzę. Te czasu już minęły, klienci są bardziej wymagający, świadomi, sami zatrudniają ludzi z doświadczeniem w interactive aby lepiej móc tworzyć swoje strategie komunikacji online.
Wszystko zmierza w jednym kierunku, jest kryzys w USA, będzie i u nas. \"Zbrojmy się\" więc, przygotowujmy. W czasach recesji to właśnie efektywność działań interaktywnych spowoduje przeniesienie aktywności reklamowej na media internetowe. Dla wszystkich będzie to niezły sprawdzian. niejedna agencja padnie, ale te myślące w kategoriach dorej obsługi klienta, opierające swoje koncepcje na liczbach, insightach, badaniach, z pewnością wzmocnią swoje pozycje.
Dariusz Kieda (profil)
30 wrzesnia 2008 17:01Witam, panowie.
Tekst bardzo fajny. Przyznam się, że czytałem go z przyjemością - styl czysty, jasny i klarowny. Trochę histeryczny :D
Nie wiem, czy pamiętacie załamanie 2000-2001? Rzeź dotcomów i agencji interaktywnych. Ile agencji utraciło swoją pozycję i nie odbudowało się do dziś? Grupowe zwolnienia, panika w zarządach i pośród udziałowców. Pamietacie wymiatanych \"krawaciarzy\"? Jak pięknie wtedy zarządy odzyskały trzeźwość myślenia. Zwalniały poprzyjmowanych rok wcześnie tabuny zbędnych \"fachowców\", mających wizje z pdf\'ów i list dyskusyjnych? Cześć agencji upadła, część się restrukturyzowała. Spojrzcie na listę TOP 100 np. na interaktywnie.com, przeliczcie ile z tych agencji znajduje się w pierwszej 10 czy 20. Martwi mnie tylko jedno w kontekście obecnej sytuacji: opis jaki przestawił autor: \"Na nic ręczne sterowanie, wielogodzinne bezproduktywne spotkania czy kolektywne zarządzanie\" Normalnie, jak w 2000 :D
Pojawiły się nowe agencje, śmiało zdobywając rynek i sprawnie się na nim umacniając. Ale one zawsze będą się pojawiać :D. Pewnie obecnie skala obecnego będzie podobna, aczkolwiek przyczyny kryzysu są inne.
W jednym na pewno z autorem się zgadzam. Czeka nas renesans. Zreorientujemy się szybko na efektywność. Powiedzmy sobie jasno i wyraźnie, realizacja celów nie wymaga produkcji na miarę Złotych Strzał czy Cyber Creatur. Dobry pomysł nie musi oznaczać realizacji za 0,5 MB PLN.
Co do \"epoki lodowcowej\" - ona jest cykliczna, powtarza się. Tak jak wiosna.
ja
30 wrzesnia 2008 17:52refleksja ciekawa, choc poziom dramaturgii troche zanadto teatralny :).
i dosc sporo literowek, np. GrAcjan, a nie GrYcjan. jesli tego samego Grycjana mamy na mysli.
mn
30 wrzesnia 2008 19:03a tymczasem nasza-klasa wprowadza opłatę abonamentową, jeśli chcesz widzieć kto odwiedza twój profil (dotychczas standardowa funkcja). Czyżby $$$ się kończył?;-)
Jacek Gadzinowski (profil)
30 wrzesnia 2008 21:01Odnosząc się do komentarzy:
- to nie teatr... kolejne dni pokazują że jest to trwała tendencja. I nikt nie wie gdzie jest jej koniec. To czy uchwalą "wydrukowanie" 700 mld USD nie będzie miało żadnego znaczenia. Podziękujmy Mr. Bushowi.
Przed chwilą na paskuTVN CNBC BIZNES: BOŚ zaciągnął wieczorem 100 mln PLN kredytu, by utrzymać płynność na wymaganym poziomie przez KNB. To w kwestii... globalizacji zjawisk i powiazań z Polską.
- kondycja sektora bankowego ma wprost przełożenie na kondycję gospodarki. Jeśli banki tracą płynność, kończy się dostęp do taniego kredytu, finansowania poczatkujących start-up'ów, bezstroski finasowej i życia ponad stan.
- obecna sytuacja jest diametralnie rózna od tej w 2000. To niekontrolowana kreacja pustego pieniadza po kryzysie azjatyckim, rosyjskim, pęknięciu bańki internetowej spowodowała nadmuchanie balona spekulacji na rynku kredytów mieszkaniowych, rynku surowców i finansowania start-upów i web 2.0. Co dalej - nie trudno odpowiedzieć.
Trzeba teraz słono zapłacić za to gaszenie pożarów za pomocą benzyny!
- obecna sytuacja jest dobrym katharsis, tak więc wpis paradoksalnie ma pozytywny wydzwięk. Koniec pewnych spraw, jest poczatkiem większej efektywności, nowych inicjatyw i wielu, wielu szans dla przedsiebiorczych firm, jednostek oraz lepszego zarządzania. Wyjdziemy z tego zdrowsi, nawet jeśli przyjdą chwile zwątpienia i bankructw.
- spodziewam się za chwile wysypu "mądrzejszych" kampanii, lepszego planowania i strategii po stronie klienta i agencji, przetasowań na rynku, prawdziwego wykorzystania konwergencji i zintegrowanych działań komunikacyjnych. Marketingu o którym jeszcze kilka miesięcy temu nawet nie myślano. Dyktatury efektywności. Czyż nie żyjemy w ciekawych czasach?
Marek Szozda (profil)
30 wrzesnia 2008 21:10:) Czyta się to świetnie, ale na pewno podniosły ton i \"strachy na lachy\" należy traktować nieco (podkreślam \"nieco\") z przymrużeniem oka ;). W tekst świetnie wpisuje się avatar autora (to nie ironia :)) , a \"Witaj dyktaturo efektywności!\" brzmi jak \"Welcome to the desert of the real\"...
Dariusz Kieda (profil)
30 wrzesnia 2008 22:48Zgadzam się z Tobą,Jacku, że jest to trwała tendencja. Choć sądzę, że jej skutki będą mniej bolesne i długotrwałe niż sądzisz. Dziwi mnie jednak Twoje zaskoczenie decyzją Kongresu. Dla mnie jest ona zrozumiała. Na ich miejscu też nie chciałby wyrzucać kasy na ratowanie udziałów i majątku ludzi, którzy doprowadzili do obecnej sytuacji. Całkiem słusznie negocjują warunki. Jestem pewien, że za kilka dni przyjmą plan dotacji na warunkach znacznie mniej korzystnych dla banków. Jak sam napisałeś efekt globalizacyjny zadziała i u nas.
A życie może być teatrem. Obejrzyj zdjęcia z bankructwa Lehman Brothers.
Co do obecnego kryzysu. Jest on diametralnie różny z naszego punktu wiedzenia od bańki internetowej i recesji potem. Wtedy był to szok po przebudzeniu z baśni internetowej, teraz to kryzys finansowy. Jeśli chodzi o branżę, a mówimy o agencjach, to po prostu przez kilka lat będzie mniej optymizmu inwestycyjnego: mniej laptpów, smartphonów itp. Nie przeraża mnie to.
Katharsis? Tak, ale nie duże. Jak pisałem powyżej. Nie czeka nas kryzys zaufania, ale kryzys finansów. Mniejsze budżety. Paradoksalnie może przełożyć się to na większe budżety dla nas. Obecny internet to zupełnie inne medium niż to w 2000 r.
Mocno się zdemokratyzował, faktycznie. Spójrz na funkcjonalność tej listy komentarzy. Dyskutujemy na niej, chociaż to nie jest lista dyskusyjna. Jeszcze 5 lat temu listę za bez możliwości tworzenia wątków dalibyśmy adminowi bana :D.
Dyktatura efektywności? Doświadczam jej od 2003. Nauczono mnie tego w jednej ze spółek, w której pracowałem. Za co panom ML i JZ dziękuję. Nie zawsze wychodzi, ale zazwyczaj tak.
P.S. Opłaty za NK. Będą, będą coraz większe. W normalnych krajach się płaci w taki serwisach. A przynajmniej w tych krajach, w których je wymyślono. W klonach też muszą być :D
Krzysztof Adamus (profil)
30 wrzesnia 2008 22:49W dniu dzisiejszym na interaktywnie.com pojawiły się 2 newsy, które można potraktować jako uwiarygodnienie słów Jacka:
- Hoopla.pl ogłasza upadłość
- Od 50% do 80% startupów internetowych padnie ofiarą recesji
Jacek Gadzinowski (profil)
30 wrzesnia 2008 23:04Nie dziwi mnie decyzja kongresu USA. Cały ten kuriozalny "bailout plan" w tej formie to shit. Dlatego czy zostanie uchwalony czy też nie, nie odwróci to pewnego kryzysu zaufania w bankowości. Co do długości tendencji, nie jest to tylko cykl gospodarki ale cykl wzrostów i spadków cen nieruchomości. Pan Greenspan wypaczył ten cykl pompując miliardy dolarów na niski % w gospodarkę światową po "dot.com crash" (widzisz, cały czas płacimy za niego - teraz przyszła finalna rata). Więc nikt tak naprawdę nie wie gdzie są jeszcze straty i zyski. Ratować trzeba nie banki, ale wierzycieli. To wierzyciele i ich wypłacalność przywrócą szybciej spokój na rynkach.
Poza tym potrzeba jest zastanowić się nad pewnymi regulacjami, stojacymi na straży zasad bankowości, przepływów finansowania i ryzykownych funduszy. Bez tego kolejna bańka spekujacyjna znowu będzie kwestią kilku lat. Być może jest czas powrotu do konserwatywnej bankowości, inwestowania i wyceny przedsiewzięc (vide web 2.0). "Tekturowe" mocarstwo USA na pewno nie powinno być w tej dziedzinie ambasadorem zasad.
Co do katharsis, w niej widze potencjał - efektywności, pomysłowości, lepszej kreacji i strategii, realizacji projektów nie tylko w interactive. Moim zdaniem sporo zyska efektywny BTL połączony z mobile + digital + ecommerce.
Efektywność i jeszcze raz efektywność, to będzie mantra A.D 2009.
Skoro tak oczywiste, to dlaczego nie wszedzie?
Natomiast bardzo bolesne zderzenie ze scianą, mniej iphone'ów i piłkarzyków, uśpienie VC, płatne usługi w społecznościach - to nieodległy czas w początkujacych start-up'ach... także internetowa ekonomia opiera się na realnych przesłankach.
Dariusz Kieda (profil)
30 wrzesnia 2008 23:13Panowie, ujeliście mnie na gorącym. Idźmy spać. Obiecuje nie bruździć tu do rana. Mamy być efektywni, a nie wisieć na ekspresach do kawy od 09.00 do 10.00
Dominik Koza (profil)
01 pazdziernika 2008 00:38Jakoś mam dziwne wrażenie, że przeżyjemy, a Jacek poza wspomnieniem o kryzysie nic nowego nie napisał.
Że trzeba słuchać klienta? Że są nowe media? Wiemy, ba, lubimy. :) Ale tekst faktycznie ciekawy, bardzo dobrze się czytało.
Jacek Gadzinowski (profil)
01 pazdziernika 2008 18:59Oczywiscie, przeżyjemy i będziemy per saldo silniejsi.
Niemniej jednak, prawdy oczywiste trzeba moim zdaniem ewangelizować :)
Etendard (www)
01 pazdziernika 2008 19:31Nadchodzi nowe rozdanie wsród Agencji interaktywnych.
Agencja interaktywna straci swoje znaczenie pomimo waszego optymizmu.
Wygra ten kto pierwszy zacznie konsolidować branże. Nie będa to agencje w dotychczasowym kształcie.
Wygra firma która zacznie działać pierwsza.
Przejmować bankrutów lub doprowadzając konkurencje do bankructwa.
Połączenie dobrej znajomości gospodarki opartej na sile własnego kapitału oraz dobrej płynności w czasach drogiego kredytu pozwoli firmom mniejszym przejmować większe.
Pierwszymi do przejęć będa agencje będące na giełdzie jeśli same nie zaczną konsolidować branży. K2 i ADV przespały szanse na dobre IPO.
mn
01 pazdziernika 2008 19:47@Etendard - heheh jasne, ale można powiedzieć, że to zawsze aktualne stwierdzenie. ten kto załatwi innych pozostanie na górze ;-)
Etendard
01 pazdziernika 2008 20:04W czasie koniunktury nie ma sensu walczyć z przeciwnikiem który ciagle jest w ofensywie, zajmuje nowe tereny. Gdzie zaopatrzenie w nowe projekty co za tym idzie gotówke jest bardzo płynne. Wtedy skupiamy się na takiej samej strategii, zająć jak najwięcej póki konunktura trwa.
Sztuka to przygotować się do kryzysu i być w kryzysie rozdającym karty.
To ,że USA będą miały problemy mozna było przewidzieć rok temu.
Giełda wyprzedza wydarzenia w gospodarce o średnio 6 msc.
Było kwestią czasu ,że \"Amerykański sen\" oparty na kredycie się skończy.
Obecnie na naszym rynku wygra firma która na tyle wcześnie odeszła od stolika by nie przeinwestować. Gorzej będą miały firmy które brały kredyt myśląc ,że koniunktura będzie trwać wiecznie.
Pomimo tego uważam ,że branża interaktywna i mądrze zarządzane firmy nie ucierpią na tym kryzysie.
Za to sporo nowych firm wypłynie i namiesza :) czekały w końcu na to tyle czasu..
mn
01 pazdziernika 2008 20:38jeśli faktycznie branże dopadnie kryzys, to zyskają Ci którzy w czasie koniunktury nie natworzyli sobie bez sensownych stałych kosztów. I tu jest szansa na małe agencje, które liczą złotówkę do złotówki i wiedzą co robią.
ale czy rynek interaktywny w naszym kraju dopadnie kryzys? nie wydaje mi się
Etendard
01 pazdziernika 2008 22:18Zalezy co sie rozumie pod pojęciem kryzys.
Dla przeinwestowanych branż kryzysem może już być sam spadek dynamiki wzrostu przychodów.
Pensje rosną a wzrastające przychody nie rekompensują wzrostu wynagrodzeń.
Firmy które będą miały problemy to np. agencje o pokroju OPCOM, branża się skurczy a szczególnie budżety w przeliczeniu na 1 projekt.
Opcom rozwija nowe produkty i kierunki i myśle ,że nie jest to działanie bez powodu. Co do samych agencji. Firma która zacznie konsolidować branże nie powinna nazywać się \"Agencją\". To słowo kojarzy się za mocno z bytem nietrwałym. W końcu są Agencje 1-3 osobowe i Firmy 100 osobowe które nazywają sie Agencjami szkodząc tym sobie.
Model biznesu zacznie się zmieniać. Tak jak i zmienił się w latach 90 model prowadzenia agencji reklamowej. Własnie :) także \"Agencji\"....
Agencja nigdy nie będzie firmą wielkości Asseco, Comarch... to zawsze będzie agencja - łatwa do podziału zależna od migracji pracowników..
Nie twierdze że Asseco czy Comarch to jakiś wzór.. te firmy mogą tak samo szybko powstać jak i paść, nie ma reguły
Brakuje mi tylko kilku firm wyraźnie dominujących na rynku. Proces konsolidacji już się rozpoczął, kto zaśnie ten przegra.
Jarosław Sobolewski (profil)
01 pazdziernika 2008 22:28Nie bez powodu tematem zeszłorocznego Forum IAB była \"Kreacja i efektywność\". W tym roku temat to \"Nowe możliwości\", ciekawe czy taki post pojawi się na Interaktywnie za rok... :) A kryzysu raczej nie będzie w naszej branży w kraju. W UK gdzie baza była już i tak niesamowicie wyśrubowana wzrost spadł z 35% do 20%. 3 tygodnie temu słuchałem wiceprezesowej AOL i mówiła, że w USA wszystkie media na spadkach, tylko internet 8% wzrostu na 2008. Jeśli my zejdziemy poniżej 30% wzrostu w 2009 będę mocno zdziwiony, ale trudno powiedzieć co jeszcze wyczarują producenci zielonych papierków. Pożyjemy, zobaczymy.
Etendard
01 pazdziernika 2008 23:27I wlasnie na to liczymy. Interaktywny rynek zacznie pożerać ATL.
:) a IAB mam nadzieje pomoże przekonać duże firmy, prezesów - ogolnie klientów - że rynek interaktywny jest tańszy efektywniejszy - po prostu lepszy...
proces nieodwracalny
Jacek Gadzinowski (profil)
02 pazdziernika 2008 21:37Do momentu jak branza budowlana i bankowa nie wyjdzie z zapaści, możemy zapomnieć o powrocie na szybką ścieżkę rozwoju.
Będziemy poruszać sie \"do przodu\" ale z 2-3 krotnie mniejszą prędkością co dla tego rynku i pokrewnych mu, będzie bardzo zbawienne.
Niektórzy nie przetrwają (vide upadek hoopla.pl) , niektórzy wyjdą silniejsi z sytuacji... a jeszcze inni zostaną kupieni jak Epuls
http://antyweb.pl/rodzice-radza-z-onetem-a-epuls-zostal-sprzedany/
Nowe możliwości dla mnie oznaczaja połączenie nowych metod zarzadzania, narzedzi, badań i efektywności. Koniec irracjonalnej wybujałości!
Paweł Tadejko
04 pazdziernika 2008 09:23@Od 50% do 80% startupów internetowych padnie ofiarą recesji
Uważam, że za wcześnie jeszcze mówić o uwiarygodnieniu. Bo wizja przedstawiona przez autora jest co najmniej dyskusyjna, ;-)
Nawiązując do zasad, które powinno stosować się w nowej rzeczywistości. Zastanawiam się w czym się różnią te zasady od zwykłych zasad dnia codziennego? Przecież dziś stosuje się też praktycznie identyczne zasady. Poradniki dla managerów zawierają te i jeszcze więcej, obejmujące np. elementy metodyk zarządzania projektami czy 6Sigma.
Najbardziej jednak zastanawia wyszacowanie upadku tych 50-80% nowych przedsięwzieć internetowych. Może za oceanem Venture Capitals/Business Angels inwestują w byle bzdety, analogicznie do banków kredytujacych ludzi bez zdolności kredytowej. Jednak zapewniam, że większość inwestorów podejmuje decyzję na podstawie biznes planu. Jeśli nie widzi w tym realnego modelu biznesowego i nadal chce inwestować ponosi po prostu ryzyko na własne życzenie.
Tak więc nie potrafię zrozumieć na czym polega ta wizyjność tych inwestorów/analityków? To są zwyczajne realia działania na rynku nowych mediów. A to, że obecnie są na rynku inwestorzy decydujący się przejąć udziały czy zainwestować miliony w portale, portaliki, a nawet same pomysły, które nie mają nawet koncepcji biznesowej - to wyłacznie ich problem. Jedne upadną... inne wyjdą z cienia, powstaną nowe, które będą osadzone w konkretnych realiach.
Nie bez wpływu na sytuację pozostaje fakt, że portale/blogi/spotkania zajmujące się tematyką WEB 2.0 często powodują sztuczne rozdmuchanie nie istniejącego tak naprawdę pomysłu. Mało kto próbuje przeprowadzić głebszą analizę biznesową idei portalu. Tym sposobem na rynku pojawiają się koszmarki z bajeranckim layoutem graficznym o zerowej funkcjonalności, ale o kosmicznej jak na startupy liczbie odwiedzin. A że ciekawych pomysłów jest jak na lekarstwo... inwestorzy podejmują po prostu ryzyko.
gustw grand (www)
05 pazdziernika 2008 13:40no w koncu
ci co przezyli fale upadkow areny i ahoja i innych obecna sytuacja sie nie zdziwia
kazdy zawal oczyszcza organizm, czy ten da cos do myslenia ??
projekty bez solidnego modelu biznesowego sa i beda sie pojawiac a najsmieszniejsze to chyba to ze beda na to pieniadze
Jakub Połeć
06 pazdziernika 2008 00:44Jacek, o ile zgodzę się z koncepcją uracjonalnienia podejścia do start-upów i przedsięwzięć internetowych o tyle nie podzielam poglądu, że wysychają źródła ich finansowania. Ekonomia jest nieubłagana, i najlepsze decyzje podejmuje się w trudnych czasach. Zwiększone ryzyko i mniejsze oczekwiane wzrosty na rynkach kapitałowych nigdy nie skutkuje zmniejszeniem akceptacji ryzyka w inwestycjach funduszy czy prywatnych. Wręcz odwrotnie, co widać i w Polsce po wysypie wręcz nowych funduszy VC/PE.
Nawet obecnie, dobre pomysły, atrakcyjne modele biznesowe, innowacyjne przedsięwzięcia bez trudu znajdą finansowanie. Taki trend widać w US, które pomimo nieufności na rynku bankowym, która objawiła się w Q3\'07 nie zwolniły jeśli chodzi o wartości inwestycji prywatnych w branżę internetową.
@Paweł: napisałeś iż 50-80% firm upadnie. Pamiętam starą dobrą książkę prof. Koźmińskiego, który udowadniał na przykładach i odpowiednio dużej statystyce danych, iż 50% firm upada w 1 roku działalności, a pozostałe 40% w kolejnych 5 latach. Tak więc nawet w modelach tradycyjnych /nie on-line\'owych/ pozostaje 10% firm, które ktoś przecież zakładał. Moim zdaniem rynek internetowy jest w pewien sposób skrzywiony, gdyż realne koszty założenia małej firmy - czytaj małego start-up\'u - są znacznie mniejsze, niż gdyby to była firma w tradycyjnym rozumieniu. Stąd po 1 roku prawdopodobnie może przetrwać więcej firm, i tak samo po 5 latach. Jednakże gdyby wziąć pod uwagę realne dochody tych firm, realną added-value na rynku i udziały rynkowe w swojej specjalizacji, to z pewnością można by takie firmy nazwać bankrutami, czyli założyć że upadły. Tymbardziej, że rynek internetowy jest o wiele bardziej konkurencyjny i brak poprawnego działania w odpowiednim czasie mści się znacznie szybciej, niż dla tradycyjnych działalności gospodarczych.
Jacek Gadzinowski (profil)
06 pazdziernika 2008 10:01@Kuba,
Całkowicie źródło finansowania nie wyschło:
- są prywatni inwestorzy którzy w każdym czasie będą szukali dobrej inwestycji. Tak jak będą wizjonerzy, wspierający "młode talenty"
- Polska nie jest dobrym przykładem, znowu jesteśmy spóźnieni, a wysyp tego typu funduszy potraktowałbym jako requiem i m.in irracjonalną wybujałość, (jak było w roku 2000). Niekiedy wręcz przybiera to groteskowe rozmiary, ta cała "łapanka pomysłów bez modelu biznesowego".
- "gdzie leje się krew - jest czas inwestowania", zgoda. Ale nie na tak powszechną skalę jak jeszcze pół roku temu
Finansowanie natomiast mocno się ograniczyło:
- banki przestały pożyczać sobie pieniądze wzajemnie (spójrz proszę na stopę % libor w CHF, GBP, Euro czy USD
- banki przestały pożyczać pieniądze przedsiębiorcom o dobrym scoring'u
- banki ograniczyły akcję kredytową dla prywatnych osób chcących kupić mieszkania domy (powracający rozsądek?)
Skoro są powyższe ograniczenia, przy mniejszym stopniu ryzyka... tym bardziej wyschła rzeka pieniędzy dla VC, seed lub rozpoczynających działalność start-up'owców. Czyż nie Kuba?
Cała ta sytuacja wyjdzie z czasem na dobre, kiedy wróci rozsądek i konserwatywne sposoby inwestowania. Nie poprzez dziwne instrumenty pochodne podobne do kasyna, ale poprzez wnikliwą ocenę ryzyka, dochodowości czy perspektywiczności danego przedsięwzięcia.
Pora też by słowo start-up nie było wyłącznie kojarzone z twórcami "copy cut'ów"... mam nadzieje że za jakiś czas wypłyną fajne pomysły z branży energetycznej, przemysłu lekkiego czy też spożywczej. Liczyć się będzie efektywność, model biznesowy i rozsądek.
Za wcześnie oceniać 3Q 08, ponieważ ostatnie 2-3 tygodnie postawiły światową ekonomię na głowie. W weekend np. pojawiły się kłopoty w niemieckiej bankowości (Hypo Real Estate - w Polsce BPH).
To wszystko to są efekty post factum... im szybciej wprowadzone zostaną stosowne regulacje i wzmocniona zostanie kontrola finansowa, tym lepiej dla światowej czy lokalnej gospodarki.
Jakub Połeć (profil)
06 pazdziernika 2008 13:02@Jacek,
mówimy o tym samym, choć podtrzymuję że zawirowania na rynku kapitałowym powodują, że kapitał szuka innych miejsc na inwestowanie. A wyższe ryzyko na giełdach powoduje wzrost akceptowanego ryzyka w inwestycjach seed, start-up. Choć oznacza to również bardziej dokładne przeanalizowanie modelu biznesowego, potencjału rynku i innych rzeczy, które w tej branży są oczywiste.
Tak zgadzam się, że dziś nie ma takich inwestycji, i nie na taką skalę, jak kiedyś, gdy dostęp do kapitału był prostszy. Dlatego każdy potencjalny inwestor na rynku, szuka dobrych pomysłów opartych o realne możliwości zarobku, nie \'copy cat\'ow\' które często łatwo skopiować i których przyszłość na pewno nie jest pewna.
Powyżej odniosłem się do Q3\'07 (a nie \'08) bo tak na prawdę wtedy można było zaobserwować już pierwsze symptomy trudności na rynku finansowym. To co się dzieje teraz jest konsekwencją utraty wiarygodności i koniecznością wykonania odpisów z niepłynnych aktywów zgodnie z wymogami prawa bankowego. Doszło do tego wiele innych rzeczy, które pokazują kierunki i dynamikę spekulacyjnych kapitałów na Swiecie. Swoją drogą nie wiem czy wiesz, ale Ben Bernanke obronił pracę doktorską z metod przeciwdziałania kryzysom finansowym, na przykładzie kryzysu z lat 20-tych...
PS; PTC :)
Jacek Gadzinowski (profil)
06 pazdziernika 2008 18:53@Kuba
Może i szuka, ale na razie bedzie znacznie ograniczał swoją aktywność. Nikt nie wie jak długo potrają obecne zawirowania. A w takim momencie - najlepiej przeczekać i nie inwestować pochopnie. 3, 4Q i następne - moim zdaniem finansowanie tego typu przedsięwzięć spadnie o 80-90%.
Jeśli nawet były przeprowadzane inwestycje w ostatnich miesiacach to one będą narażone na największe ryzyko strat. Wiele spółek padnie nie doczekawaszy sie kolejnej transzy. Skoro wysycha kredyt dla VC i seed...
My tu gadu gadu a:
10000 pkt na Dow Jones pekło dzisiaj jak zapałka, kłopoty banków rozlały się po Europie, Fed pompuje kolejne set miliardów USD w system bankowy, TED spread osiagnął rekordowe 3,93%. Spółki technologiczne zapowiadaja ciecia kosztów lub właśnie je robią (vide Ebay).
Wiec - nie czas i miejsce na start-up'y, gdy "płoną lasy". Te przedsiewziecia muszą przejść mentalną transformację u twóców i funduszy, inaczej będą poczytywane jako szulernia a nie alternatywa inwestycyjna, w dzisiejszych czasach. U wielu potencjalnych inwestorów rynek np. New Connect (gdzie trafia cześc takich spółek), stał się synonimem szemranych interesów. Nazwałbym to wręcz "Szuler Connect" :). Pisałem wcześniej o konieczności znacznego zaostrzenia przepisów i regulacji, by przywrócić zaufanie na rynkach inwestycyjnych i właściwą alokację kapitałów. Obecna irracjonalna wybujałość (pole do nadużyć) w tej dziedzinie jest zaprzeczeniem zdrowego rynku.
Stąd im szybciej będzie powrót do restrykcyjnej i konserwatywnej polityki gospodarczej i ekonomicznej, tym lepiej dla światowej gospodarki. Nawet za cenę krótkotrwałej poważnej zapaści, która i tak nastąpi.
Ben ... tak, poszedł w zupełną przeciwność, mysli że benzyną (pustym pieniądzem i niskimi stopami %) można zgasić pożar. Troche za pózno na tego typu akcje, bo już nie ma zaufania międzybankowego a dziura budżetowa za chwilę połknie całe PKB USA. A to grozić może powtórką lat 30stych. Ben i Alan... zapiszą się tragicznie w historii ekonomii swiatowej. Tak to jest jak dyletant Bush i neokonserwatyści dorwali się do władzy - cały świat będzie płacił.
PS: -;)
PS2: Dow Jones spadł już do 9,500 pkt - dno się urwało...
etendard (www)
07 pazdziernika 2008 09:21Nie panikujmy... Każdy kryzys oczyszcza
Recesja będzie to pewne.
Co do lat 30. Tam nie sprawdziła sie klasyczna ekonomia.
Obecnie przegrywa neoliberalizm.
Różnica jest taka, że o ile w latach 30 pieniądz miał wartość w złocie to obecnie jej nie ma. Ufamy ,że ma jakąkolwiek wartość.
Amerykanie są w uprzywilejowanej pozycji robią ze swoim systemem pieniężnym co chcą a płacić za to będzie cały świat. Co z tego ,że Amerykanie są dłużnikiem całego świata skoro ten dług jest przeliczany dolarem który kontrolowany jest przez USA.
To tak jak grać w pokera gdy jeden z graczy zna wszystkie karty i dowolnie może zwiększać ich ilość.
Lat 30tych nie będzie. Roosvelt w 1933r skonfiskował całe złoto i kruszec w obiegu by ratować sytuacje. Skoro obecnie dolar ma wartość tylko \"Wiary w wartość\" zabezpieczeniem dolara są dobre słowa i poklepywanie po plecach.
Optymizm ,że branża interaktywna wyjdzie z obecnej sytuacji bez strat jest taką sama głupotą jak wiara w 2000 roku, że wyceny spółek internetowych będą rosnąć w nieskończoność. Wiemy jak to się skończyło.
Kryzys w systemie bankowym jak uczy historia zawsze ma wpływ na całą gospodarkę. Mam nadzieje tak jak i Jacek ,że dzięki globalizacji walnie bardzo szybko. Wszyscy bankruci wyłożą karty na stół a potem będzie już tylko lepiej. Obecnie zaufanie pogrąża niewiadoma liczba zagrożonych podmiotów. Im więcej niewiadomych tym strach i panika większa.
pozdrawiam
mn
08 pazdziernika 2008 15:18Co będzie? nic nie będzie ;-) ale to już konanowicz przewidywał
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article248734/Przepowiedzial_krach_teraz_widzi_wojne.html
Jacek Gadzinowski (profil)
09 pazdziernika 2008 22:46Ironia losu...po dzisiejszym dniu - wartość GM (Ford) jest mniejsza niż... Mattel\'a, czyli producenta zabawek.
http://money.cnn.com/2008/10/09/news/companies/taylor_death_watch.fortune/index.htm?postversion=2008100916